Pytania i odpowiedzi

Nie umiemy trwać przed Bogiem w ciszy, ponieważ gdzieś na dnie serca tli się jakaś niezgoda na swoje życie i bunt wobec Stwórcy. Adoracja domaga się więc minimalnego uspokojenia wewnętrznego. Choć jest ona trudną modlitwą, nie należy od niej uciekać. Trud adorowania trzeba potraktować jako wyzwanie dla naszego życia duchowego.
Czy praktykując medytację uważności, nie zdradzam mojego Mistrza? Czy siedząc w zazen i licząc oddechy, nie marnuję czasu, który mogłabym poświęcić na modlitwę? Czy skręcając ciało w asanach, nie bezczeszczę świątyni Ducha Świętego, którą jestem? Czy nie schodzę ze ścieżki Jezusa Chrystusa?
W relacjach z innymi często odwołuję się do żartu. Kiedy stosuję go z umiarem, bardzo ułatwia mi życie w chwilach stresu. Kiedy jednak mniej się kontroluję, moje żarty ranią ludzi. Czasami też odbierane są jako próba dominowania nad innymi, choć ja sam nie mam takich intencji. Nie wiem, czy nie nadużywam żartu w relacjach z innymi?
Jest dużo prawdy i mądrości w spostrzeżeniu, że „chory psychicznie człowiek nie potrafi być obojętny duchowo, chociaż może być obojętny religijnie. [...] Duchowość chorych psychicznie zazwyczaj nie jest spójna z ich religijnością, natomiast jest jakby bardziej odsłonięta. Bardziej odsłonięta jest także ich tęsknota za miłością Bożą”.
W sakramencie pojednania trzeba jasno odróżnić płaszczyznę nadprzyrodzoną, w której kapłan posługuje daną mu przez Chrystusa władzą odpuszczania i zatrzymywania grzechów, od płaszczyzny czysto ludzkiej, w której ujawnia się ludzka postawa księdza ze wszystkimi jej pozytywnymi i negatywnymi cechami.
Nie dziwi wzrost zapotrzebowania na kierownictwo duchowe – i to nie tylko w Kościele – po burzliwych latach rewolucji obyczajowej. Wyrzucone drzwiami w latach sześćdziesiątych zakazy i nakazy wracają oknem (duszy) jako potrzeba kierownictwa duchowego, autorytetu i mistrza.