Świadectwa

Trzydziestodniowe rekolekcje to nie był dla mnie łatwy miesiąc. Doświadczyłam wielu zmagań, zwłaszcza gdy trzeba było po raz kolejny dotknąć tego, co w życiu trudne i bolesne. Towarzyszyło mi jednak nieustanne przekonanie, że to ma sens.
Przy wieczornej modlitwie jest czas na mały rachunek sumienia. Modląc się słowami: „W Twoje ręce powierzam duszę moją”, oddaję ją na czas snu Bogu, z ufnością, że w nocy oczyści mnie z negatywnych uczuć, których przecież nie pragnę. Rano czuję się już znacznie lepiej.
Mając do wyboru stres związany ze zmuszaniem się do utrzymywania porządku lub okresowe akcje sprzątania – wybieram te ostatnie. Podobnie, z zachowaniem wszelkich proporcji, rzecz ma się z moim życiem duchowym. Rekolekcje ignacjańskie pełnią w moim życiu funkcję wielkiego porządkowania. W okresach pomiędzy nimi wybieram różne formy życia religijnego i duchowego, które pozwalają na podtrzymanie stałego kontaktu z Bogiem.
Pierwsze lata działalności naszego hospicjum to dla mnie czas uczenia się, jak jednocześnie być dyrygentem i członkiem orkiestry. Ten czas okazuje się nie tylko walką o fundację czy hospicjum, lecz także czasem zmagań o samego siebie. Jak dawać z siebie, by samego siebie nie zatracić? Jak pracować, aby w codziennych troskach i zabieganiu nie zgubić drabiny do nieba?
Pamiętam, że kiedy po raz pierwszy pomyślałem o możliwości milczenia przez cały miesiąc, wydało mi się to czymś nierealnym. Było to jeszcze przed podjęciem zakonnej drogi życia – spojrzenie w okrytą mgłą tajemnicy przyszłość, wówczas z pozycji zewnętrznego obserwatora.
W lutym 1948 roku w Czechosłowacji doszło do przewrotu, po którym władzę w państwie przejęła partia komunistyczna. Największym problemem dla nowego reżimu stał się Kościół, który chciano za wszelką cenę zniszczyć. Najpierw aresztowano biskupów, a wraz z nimi współpracujące z hierarchami siostry zakonne. Z piętnastu tysięcy zakonnic przed rokiem 1948 po rewolucji 1989 roku zostało niecałe dwa tysiące.