Temat numeru

Nie macie „ciśnienia na efekty”? Pewnie, że chcielibyśmy, by każdemu się udało, ale w życiu różnie bywa. To Bóg daje czas i miejsce na dokonywanie wyborów czy podejmowanie decyzji o zmianie. My natomiast poprzez nasze działania chcemy, by ludzie przede wszystkim doświadczyli Boga i Jego miłości.
Nasze świątynie odzwierciedlają naszą wiarę, religijność, pobożność. Wszystkie te sfery winny podlegać wychowaniu, kształtowaniu, podnoszeniu. Wiara prymitywna będzie wyrażać się w prymitywnej sztuce religijnej. W tej zależności teologia musi jednak iść przed teorią sztuki. Kształtować należy najpierw piękno i dojrzałość wiary, która potem sama będzie poszukiwać dojrzałych i pięknych form artystycznych.
Kicz religijny sam w sobie konwencjonalny może być jedynym ratunkiem i przeciwdziałanie mu rozwojem wysokiej kultury sakralnej de facto nie będzie progresywne. Otwarte pozostaje pytanie, jaką formę ten kicz przybierze i przez jakie prądy będzie sterowalny.
Myśląc o kiczu, zwykle postrzega się go jako zanegowanie piękna. Bardziej jednak przekonuje podejście etyczne: kicz, przez swoją powierzchowność i płytką emocjonalność, brak autentyzmu, nieudolną i świadomą imitację piękna, staje się fałszem. By go rozpoznać, warto podejmować wysiłek poznawania tego, co prawdziwe i piękne.
Bóg czeka i proponuje zmiłowanie, a gdy tylko człowiek uzna swój grzech i poprosi o przebaczenie, „pierwszy się zniża do grzesznika”. Przebacza tyle razy, ile razy grzesznik o to poprosi. Siostra Faustyna niezwykle obrazowo ilustruje tę Bożą wszechmoc, mówiąc, że spali On jak słomę wszystkie grzechy ludzi. Pan Bóg przebacza po Bożemu, człowiek tego nie rozumie, bo nie potrafi tak przebaczać.
Kiedy człowiek jest zdolny kochać siebie? Kiedy siebie prawdziwie kocha? Trzeba samemu czuć się dobrze, wyciszyć w sobie wszelkie niepokoje, nauczyć się sztuki pogodnego patrzenia na siebie i innych, umiejętności widzenia dobra w sobie i w innych. Malkontent nie jest zdolny do miłości siebie.