Temat numeru

Co małżeństwie mówili pisarze wczesnochrześcijańscy? Jedni widzieli w nim piękny i pobłogosławiony przez Boga związek, inni raczej skuteczną ochronę przed nieokiełznaną namiętnością ludzką, a jeszcze inni dopatrywali się w małżeńskiej harmonii obrazu przyszłego życia...
Zmiany kulturowe ograniczyły autorytet ojca i w większym stopniu, niż to się działo w odniesieniu do matki, zmusiły go do poszukiwania nowych, innych niż dotychczas form funkcjonowania.
Dzisiejsze miasta zawierają w sobie pierwiastki Jerozolimy i Babilonu. Prorocy miejskiej duchowości pokazują swoim życiem i słowami, że miasto nie jest przekleństwem, lecz błogosławieństwem. Nie chodzi o to, aby szukać Boga pomimo miasta, lecz aby szukać Go w mieście.
Prawdziwym zagrożeniem dla życia duchowego jest iluzja. Nie można w świecie iluzji realnie doświadczyć obecności Przedwiecznego, a co najwyżej popaść w obłęd. Wyobraźnia jest potężnym narzędziem modlitwy, jeśli prowadzi w głąb życia, pomaga uczestniczyć i pozostaje świadoma, że „cokolwiek pomyślisz o Bogu, to nie jest On”.
Bóg dał się zobaczyć, mamy więc prawo, a nawet powinniśmy Go kontemplować. Religie orientalne uczą uwalniania się od wszelkich wyobrażeń i obrazów, aby móc osiągnąć stan medytacji czystej. Chrześcijaństwo uczy innej drogi: „nie należy usuwać obrazów, lecz trzeba się z nimi w należyty sposób obchodzić”.
Wiara Kościoła, że najdoskonalszym wyobrażeniem Słowa Bożego jest człowieczeństwo Jezusa Chrystusa, pociąga za sobą głębokie przekonanie, że udział w Słowie Bożym (a tym samym w Bogu) człowiek zdobywa nie tyle przez znajomość spraw ziemskich i boskich, ile przez sposób życia na wzór Jezusa.