Franciszkowa medytacja i kontemplacja czułości Boga

Czytając encyklikę „Dilexit nos”
Życie Duchowe • LATO 123/2025
Dział • Temat numeru
Fot. Robert Więcek SJ

Temat serca od zawsze jest mi bardzo bliski. Urodziłem się z wrodzoną wadą serca. Kiedy miałem trzy lata, zostałem poddany pierwszej operacji serca. Do dzisiaj mam za sobą trzy. Świadomość tego, jak delikatny to narząd i zarazem jak ważny ze względu na przepompowywanie dającej życie krwi, otwarła mnie na bardzo osobiste spotkanie z Sercem Jezusa. Po Pierwszej Komunii Świętej do mojej pobożności włączy­łem na stałe odkryte wówczas nabożeństwo czerwcowe. Lita­nia do Najświętszego Serca Jezusa stawała się treścią dziecię­cych medytacji, które zbliżały mnie coraz bardziej do żywego Pana Jezusa pod postacią Eucharystii. Pierwsze piątki miesią­ca wyznaczały rytm spowiedzi świętej. Któregoś dnia mój są­siad, brat zakonny – jezuita podarował mi obrazek naklejony na desce, przedstawiający Serce Jezusa autorstwa włoskiego malarza Pompeo Batoniego. Oryginał tego wizerunku mo­głem po latach kontemplować, nawiedzając w drodze z uni­wersytetu rzymski kościół Il Gesù. W moim rodzinnym domu zawieszone były obok siebie obrazy Serca Jezusa i Serca Ma­ryi. W latach mojej posługi w Centrum Formacji Duchowej w Krakowie otrzymałem zadanie przeprowadzenia sesji re­kolekcyjnej pt. Kontemplacja Serca Jezusa. Przygotowując kil­ka lat później publikację treści tejże sesji, tydzień po oddaniu tekstu do druku dowiedziałem się, że nieoczekiwanie czeka mnie kolejna operacja serca.

Więcej niż dokument

Otwarte Serce Jezusa, zraniony bok, źródło sakramentów, Mi­łość, która żebrze o miłość i do praktycznej miłości prowadzi, wyobrażana na tak wiele sposobów w obrazach i rzeźbach, jest zaproszeniem do pięknej duchowej drogi, która nigdy nie straci na aktualności. Kiedy papież Franciszek 24 października 2024 roku podpisał encyklikę poświęconą „miłości ludzkiej i Bożej Serca Jezusa Chrystusa”, przyjąłem ten tekst jako szczególny dar papieża-jezuity – przesłanie płynące z jego serca i owoc jego duchowości, którą nie tylko dzielił się w czasie swojego pontyfikatu, ale także żył, kierując ją w stronę konkretnego działania, pełnienia uczynków miłosierdzia.

Dilexit nos, czyli: „Umiłował nas” (por. Rz 8,37), to tytuł tego bardzo osobistego listu papieża Franciszka do Kościoła XXI wieku. List ten tworzy swoisty traktat o Bożej miłości płynącej z otwartego Serca Jezusa, które „uprzedza nas i czeka bezwa­runkowo na nas, nie stawiając żadnych wstępnych wymagań, aby móc nas kochać i ofiarować nam swoją przyjaźń” (DN 1). Wcześniejsi papieże również podejmowali w swoim nauczaniu teologię nabożeństwa i duchowości Serca Jezusa. Znaczącym dokumentem pozostaje encyklika o kulcie Serca Jezusowego Haurietis aquas Piusa XII z 1955 roku. Jest ona rzetelnym trak­tatem teologicznym na ten temat. Jednak czytając Dilexit nos, odnoszę wrażenie, że jest to coś więcej niż traktat czy doku­ment papieski. Intencją papieża wydaje się pragnienie dotarcia z przesłaniem o Bożej miłości do każdego człowieka współcze­śnie żyjącego, językiem możliwie jak najprostszym i zrozumiałym. Franciszek jest przekonany, że „mówić o Chrystusie, świadectwem lub słowem, w taki sposób, aby inni nie musieli podejmować wielkiego wysiłku, aby Go pokochać, to najwięk­sze pragnienie misjonarza dusz” (DN 210). Sam głosi tę Dobrą Nowinę, iż „z rany boku Chrystusa nadal płynie to źródło, które nigdy się nie wyczerpuje, nie przemija, zawsze ofiarowuje się na nowo temu, kto chce kochać. Tylko Jego miłość sprawi, że nowa ludzkość będzie możliwa” (DN 219). Głosi jak ktoś zako­chany, którego słowa „nie irytują, nie narzucają się, nie przy­muszają, tylko skłaniają innych do zastanowienia się, jak taka miłość jest możliwa” (DN 210). Opowiada o swojej przyjaźni, która wypełnia jego życie. W ten sposób odpowiada na prośbę Chrystusa, aby nie wstydzić się przyznać do przyjaźni z Nim.

Skąd temat Serca Jezusa? Franciszek jest przekonany, że „w tym zmiennym świecie konieczne jest, aby znów mówić o sercu; by dążyć tam, gdzie każda osoba, każdej kategorii i stanu, doko­nuje własnej syntezy; tam, gdzie konkretne osoby mają źródło i korzeń wszelkich innych swoich sił, przekonań, pasji, wybo­rów” (DN 9). Dlaczego? Ponieważ dzisiaj bardzo często braku­je człowiekowi serca. Niezwykle mocno rozwinięta jest sfera racjonalno-techniczna, także sfera instynktów, a ludzkie my­ślenie kieruje się ku niezdrowemu indywidualizmowi. A „jeśli serce jest dewaluowane, dewaluuje się również to, co oznacza mówienie od serca, działanie z sercem, dojrzewanie i uzdra­wianie serca” (DN 11).

Powrót do miłości

Serce od starożytności oznaczało to, „co jest najbardziej we­wnętrzne w ludziach, zwierzętach i roślinach”, „centrum cie­lesne”, „duszę i duchowy rdzeń istoty ludzkiej”. Jest także cen­trum pragnień i miejscem, „w którym kształtują się ważne decyzje osoby” – jak pisał Homer. Dla starożytnych filozo­fów, takich jak Platon, w sercu dokonuje się synteza tego, co racjonalne, rozumowe oraz skłonności, gdyż „zarówno wła­dza wyższych zdolności, jak i namiętności są przekazywa­ne przez żyły, które zbiegają się w sercu” (por. DN 3). Stano­wi ono centrum, które jednoczy w sobie, nadaje znaczenie i ukierunkowuje wszystko, czego dana osoba doświadcza. Jest także „miejscem szczerości, w którym nie można oszukiwać ani udawać” (DN 5). To w nim gromadzimy wszelkie sekrety, sprawy najbardziej osobiste i intymne, które zawierają całą prawdę o nas samych.

Decydując się na życie według słowa Bożego, doświadczamy, że naprawdę jest ono „żywe […], skuteczne […], zdolne osądzić pragnienia i myśli serca” (Hbr 4,12). Doświadczamy tej prawdy, odprawiając na przykład Ćwiczenia duchowe św. Ignacego Lo­yoli czy też rekolekcje w rytmie lectio divina. Czujemy wtedy, jak słowo Boże dotyka wszystkiego w sercu, na co mu pozwa­lamy, jak osądza, uzdrawia, leczy i wzmacnia. Papież zachęca do uczciwości w czytaniu słowa Bożego. Mówi wprost: „Bądź­my uczciwi i czytajmy słowo Boże w całości” (DN 205). Życie ma swoje źródło w sercu. To „tam jesteśmy sobą” i „nie można zbudować nic wartościowego bez serca” (DN 6). Chcąc dojść do prawdy o sobie, trzeba odważnie zadawać sobie „pytania, któ­re mają znaczenie: kim naprawdę jestem, czego szukam, jaki sens chcę nadać swojemu życiu, moim wyborom czy działa­niom, dlaczego i w jakim celu jestem na tym świecie, jak będę oceniać moje życie, gdy dobiegnie ono końca, jakie znaczenie chciałbym, aby miało wszystko, co przeżywam, kim chcę być wobec innych, kim jestem przed Bogiem” (DN 8). To one pro­wadzą człowieka do jego serca.

W dzisiejszym świecie tak wiele jest niepokoju podsycanego nienawiścią, złością, egoizmem, chęcią niepohamowanego rządzenia i posiadania. Sytuacje te rodzą w człowieku uzasad­niony strach wraz z pytaniami o przyszłość. Papież Franciszek mówi konkretnie, powtarzając jak refren, że „konieczne jest, aby znów mówić o sercu” (DN 9). Człowiek, który gubi centrum samego siebie, jakim jest serce, musi wracać do syntezy tego, kim jest. Powrót do serca oznacza powrót do miłości, która jest ostatecznie „jedyną rzeczywistością mogącą zjednoczyć wszystko” (DN 10). Czy coraz szybsze zdawanie się i polega­nie na sztucznej inteligencji nie oddala od odpowiedzi, które może dać jedynie serce? Czy nie uderza w relacje międzyludz­kie? Czy nie prowadzi do zapomnienia o swojej historii i dzie­jach, a więc nie pozbawia ludzi ich korzeni? To dzięki sercu człowiek jest w stanie wchodzić w relacje. Człowiek bez serca nie potrafi wejść w intymną relację z drugim. Papież Franci­szek przywołuje w tym kontekście piękny cytat z Romano Gu­ardiniego: „Tylko serce tworzy intymność, prawdziwą bliskość między dwiema istotami. Tylko serce potrafi przyjąć i dać oj­czyznę. Intymność jest aktem, sferą serca” (DN 12). Dziś bardzo wielu ludzi ma prawdziwy problem z intymnością i bliskością. Pozostając zamkniętymi w wirtualnym świecie, odpowiadają nierzadko agresją zwróconą zarówno przeciwko samym sobie, jak i innym.

Należy wrócić do rdzenia, którym jest serce. To ono ma domi­nować, „aby także inteligencja i wola oddały się na jego służbę” (DN 13). „Jeśli «serce» prowadzi nas do najgłębszego wnętrza naszej osoby, to pozwala nam również rozpoznać siebie w ca­łości, a nie tylko w jakimś odosobnionym aspekcie” (DN 15).

Wszyscy doświadczamy skutków silnego indywidualizmu. Pa­pież zwraca uwagę na to, że wprowadza on wielkie rozdrob­nienie i niezdolność do tworzenia prawdziwych więzi. Wprost mówi o dominacji narcyzmu. To niestety nie tylko czyni lu­dzi niezdolnymi do tworzenia relacji z innymi, ale prowadzi także do niezdolności przyjęcia Boga (por. DN 17). Franciszek przestrzega przed oddaleniem się od wspólnoty (zakonnej, pa­rafialnej, diecezjalnej), ponieważ, jak zaznacza, jest to także oddalenie się od Chrystusa. A „miłość do braci i sióstr z wła­snej wspólnoty […] jest jak paliwo, które zasila naszą przyjaźń z Jezusem” (DN 212).

Odzyskać to, co najważniejsze i niezbędne

Jednym z owoców medytacji jest „zjednoczenie i zharmoni­zowanie własnej osobistej historii”. Jako przykład Franciszek wskazuje Maryję. Ona patrzy sercem. Prowadzi „dialog z do­świadczeniami, które przechowywała, rozważając je w swoim sercu, dając im czas: medytowała nad nimi i zachowywała je wewnątrz, aby o nich pamiętać” (DN 19). Medytować – zacho­wywać – pamiętać. Oto struktura medytacji, która pomaga po­układać w sercu wszystko, cierpliwie oczekując pełnego zro­zumienia tego, co jest jeszcze zakryte.

Człowiek ma swoją tożsamość, która składa się z duszy i ciała, a w sercu wszystko się jednoczy. To tutaj znajduje się siedzi­ba miłości, w jego pamięci zaś zachowuje się czułość. „Każda istota ludzka jest stworzona przede wszystkim dla miłości, jest uczyniona w swoich najgłębszych tkankach, aby kochać i być kochaną” (DN 21), zatem każdy człowiek potrzebuje także czu­łości. Ona też niczym refren powraca w całej encyklice. Wobec dziejących się zdarzeń, wojen i cichej ich tolerancji, wobec pła­czu i cierpienia niewinnych czy w ogóle całego zła Franciszek radzi zadać sobie, jak mówi, najbardziej decydujące pytanie: „Czy mam serce?” (DN 23).

Papież wskazuje, że przemiana świata jest możliwa, kiedy za­cznie się od serca. Trzeba stawać przed Sercem Jezusa, goreją­cym ogniskiem miłości, aby błagać o Bożą pomoc. Warto przywołać fragment modlitwy kończącej Litanię do Najświętszego Serca Jezusa, w której zwracamy się do Ojca, aby dał się „prze­błagać tym, którzy żebrzą Twego miłosierdzia” i raczył „udzie­lić przebaczenia w imię tegoż Syna swego, Jezusa Chrystusa”. Papież modli się w przejmujących słowach: „Stojąc przed Ser­cem Chrystusa, proszę Pana, aby jeszcze raz zlitował się nad tą zranioną ziemią, którą On chciał zamieszkać jako jeden z nas. Niech wyleje skarby swojego światła i miłości, aby nasz świat, który przeżywa wojny, nierówności społeczno-ekonomiczne, konsumpcjonizm i antyludzkie wykorzystywanie technologii, mógł odzyskać to, co najważniejsze i niezbędne: serce” (DN 31).

Tak przejmujące było też niezapomniane Statio Orbis w piątek, 27 marca 2020 roku, kiedy Ojciec Święty na pustym i mokrym od ulewnego deszczu placu przed Bazyliką św. Piotra modlił się w samotności przed Ukrzyżowanym Panem i ikoną Salus Populi Romani, a w tle towarzyszył tej modlitwie dźwięk syren karetek. To wtedy mówił: „Panie, pobłogosław świat, daj zdro­wie ciałom i pocieszenie sercom. Wzywasz nas, byśmy się nie lękali. Ale nasza wiara jest słaba i boimy się. A jednak Ty, Pa­nie, nie zostawiaj nas na łasce burzy. Powtórz raz jeszcze: «Wy się nie bójcie!» (Mt 28,5). A my, razem z Piotrem, «wszystkie troski przerzucamy na Ciebie, gdyż Tobie zależy na nas» (por. 1 P 5,7)”[1]. Obraz tamtych dni staje przed oczami w medytacji nad encykliką Dilexit nos.

Płomienie gorącej czułości

Od medytacji o sercu Franciszek prowadzi ku kontemplacji Serca Jezusowego, gestów i słów miłości. To w Sercu Jezu­sa upatruje „początek naszej wiary” (DN 32). Gesty to ina­czej „sposób, w jaki Chrystus nas kocha”. Należy szukać ich w Ewangelii (por. DN 33). „Twoją jesteśmy własnością i do Ciebie należeć chcemy” – odpowiadamy, odmawiając Akt po­święcenia rodzaju ludzkiego Najświętszemu Sercu Jezuso­wemu. Istotnie, Jezus „przyszedł do swojej własności” (por. J 1,11). Traktuje nas jako swoją własność. Nie jesteśmy jednak niewolnikami, ale Jego przyjaciółmi, a On jest Emmanuelem, czyli „Bogiem z nami”. „Zawsze poszukuje, zawsze jest blisko, nieustannie otwarty na spotkanie” (DN 35). W wielu ewange­licznych scenach możemy kontemplować i doświadczyć dzię­ki Chrystusowi, że „Bóg jest bliskością, współczuciem i czułością” (DN 35). Franciszek często mówił, pisał i pokazywał czułość Boga. W encyklice czytamy: „Czułość Boga! Ofiaro­wuje nam swoją miłość z czułością. Jest blisko nas i swą bli­skość daje nam odczuć nawet w najdrobniejszych sprawach” (DN 36). Dla Franciszka Bóg często traktuje ludzi „jak matka, aby nie czuli, że jest obcy w ich życiu”. I podsumowuje bardzo intymnym stwierdzeniem: „Gdyż Pan potrafi obdarzyć piesz­czotą” (DN 36). Pisząc o zadośćuczynieniu rozumianym nie jako forma skrajna, „która polegała na ofiarowaniu siebie samego jako swego rodzaju «piorunochronu», aby urzeczy­wistniła się Boża sprawiedliwość” (DN 195), papież proponu­je, „abyśmy rozwinęli tę formę zadośćuczynienia, która jest, w ostatecznym rozrachunku, ofiarowywaniem Sercu Chrystu­sa nowej sposobności do rozprzestrzeniania na tym świecie płomieni Jego żarliwej czułości” (DN 200). Franciszek mówi również o „płomieniach gorącej czułości” Chrystusa, który rozprzestrzenia je w nas i poprzez nas (DN 203).

Mamy zatem kontemplować Serce Pana Jezusa, doświadcza­jąc Jego czułości, wręcz pieszczotliwości Boga wobec każdego z nas. Franciszek zatrzymuje nas na spojrzeniu i słowach. Je­zus najpierw patrzy na mnie, przenikając głębię mego wnętrza, dostrzegając to, co zna, wszystko, co jest we mnie. Zatrzymuje na mnie swoje spojrzenie, a dopiero potem wzywa, zaprasza­jąc do jakiejś misji. „Czy potrafisz sobie wyobrazić tę chwilę, to spotkanie oczu tego człowieka ze spojrzeniem Jezusa?” – pyta papież (DN 39). Jezus „poświęca całą swoją uwagę ludziom, ich troskom i ich cierpieniom” (DN 40). A kiedy zwraca na coś uwagę, robi to w taki sposób, „że podziwia dobre rzeczy, któ­re w nas rozpoznaje” (DN 41). Zatrzymuje się na dobru. W tle papież pokazuje znów postać Maryi, która uczy takiej postawy swojego Syna, Jezusa. „Od najmłodszych lat uczyła Go, wraz ze św. Józefem, bycia uważnym” (DN 42). Początkiem modlitwy kontemplacyjnej jest ćwiczenie uważności, która prowadzi do Boga. Kontemplacja zaś jest oglądaniem. Kiedy dojdziemy do celu, do życia wiecznego, nie będziemy już o Bogu rozmyślać, ale Go oglądać.

Od spojrzenia idziemy do słów. Ojciec Święty przypomina, że „chociaż w Piśmie Świętym mamy Jego Słowo zawsze żywe i aktualne, to czasami Jezus przemawia do nas wewnętrznie i wzywa, aby zaprowadzić nas do najlepszego miejsca. A naj­lepsze miejsce to Jego Serce” (DN 43). Jezus „wzywa nas, aby wejść tam, gdzie możemy odzyskać siły i pokój: «Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię» (Mt 11,28)” (DN 43). I prosi: „Trwajcie we Mnie” (J 15,4). W tym miejscu Franciszek zachęca do dotknięcia swo­jej sfery uczuć. Świętość Jezusa nie eliminowała uczuć, przy­pomina papież. „W niektórych okolicznościach wyrażały one żarliwą miłość, która dla nas cierpi, wzrusza się, smuci, a na­wet płacze” (DN 44). My także nie musimy się wstydzić naszych uczuć i winniśmy je nie tylko nazywać, ale także wyrażać.

Papież przestrzega przed powierzchownym patrzeniem, któ­re „może wydawać się jedynie romantyzmem religijnym” (DN 46). Bywa, że jesteśmy do tego kuszeni. Dlatego Franciszek proponuje, aby zatrzymać się na Chrystusie Ukrzyżowanym. „To najbardziej wymowne słowo miłości. Nie jest to pusta skorupa, nie jest to jedynie sentyment, nie jest to duchowa ucieczka. To jest miłość” (DN 46). To tam można powtórzyć za św. Pawłem: „umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie” (Ga 2,20). Oto rzecz największa i najbardziej fundamentalna.

Przyjaźń z Jezusem

W omawianej encyklice papież Franciszek otwiera rozdział, w którym zatrzymuje się nad istotą nabożeństwa do Serca Chry­stusa. Już na wstępie przypomina, że nabożeństwo to „nie jest kultem organu oddzielonego od Osoby Jezusa. To, co kontem­plujemy i adorujemy, to cały Jezus Chrystus, Syn Boży, który stał się człowiekiem, przedstawiany na obrazach, na których wyeksponowane jest Jego serce. W tym przypadku, serce z cia­ła jest traktowane jako obraz lub uprzywilejowany znak najin­tymniejszego centrum wcielonego Syna i Jego miłości, boskiej i ludzkiej jednocześnie, ponieważ bardziej niż jakakolwiek inna część Jego ciała jest ono «naturalnym wyrazem i symbolem niezmierzonej miłości»” (DN 48).

Dotykając tej kwestii, Franciszek od razu przechodzi do relacji z Chrystusem, która wyraża się „w przyjaźni i adoracji” (DN 49). Czcząc wyobrażenie przedstawione na obrazach, „adorujemy wyłącznie żywego Chrystusa w Jego boskości i w całym Jego człowieczeństwie, aby pozwolić się ogarnąć Jego ludzkiej i bo­skiej miłości” (DN 49). Kult Serca Jezusa jest mocno związany z adoracją Eucharystii, która jest Ciałem całego Chrystusa. Dla­tego tak mocno papież podkreśla, „że to żywe Serce Chrystu­sa – a nigdy jakiś obraz – jest przedmiotem adoracji, ponieważ jest ono częścią Jego najświętszego i zmartwychwstałego ciała, nieodłącznego od Syna Bożego, który przyjął je na zawsze” (DN 50). Adorujemy zatem „Serce Osoby Słowa” (św. Paweł VI). Nie adorujemy serca jako organu oddzielonego od ciała, ale „Jego samego, wcielonego Syna, który żyje, kocha i przyjmuje naszą miłość” (DN 50). W żaden zatem sposób nabożeństwo to nie oddziela i nie odciąga od Jezusa Chrystusa. Jest natomiast jedną z odpowiedzi na przyjaźń, do której On nas zaprasza. A Jego serce bije w Nim od samego poczęcia w łonie Maryi, na każ­dym etapie Jego życia, które trwa. Nie wizerunek, ale Osoba jest przedmiotem czci. Obraz jest obrazem, symbolem, dzię­ki któremu bliższa może stać się Osoba Przyjaciela. „Chrystus prosi cię, abyś nie wstydził się przyznać do przyjaźni z Nim, nie zapominając o roztropności i szacunku. Prosi cię, abyś od­ważył się powiedzieć innym, że spotkanie z Nim było dla cie­bie dobrem” (DN 211).

Franciszek mówi, że wizerunek ten jest jednak bardzo wyjątko­wy. Bierze się to z faktu, że „serce stało się symbolem najbar­dziej osobistej intymności, a także uczuć, emocji, zdolności do kochania” (DN 53). Zapośredniczając w ludzkim doświadcze­niu przyjaźni i miłości, papież pisze: „Niezależnie od wszelkich wyjaśnień naukowych, dłoń spoczywająca na sercu przyjacie­la wyraża szczególne uczucie; kiedy ktoś się zakochuje i jest blisko ukochanej osoby, serce bije szybciej; kiedy ktoś cierpi z powodu porzucenia lub zdrady ze strony drogiej osoby, od­czuwa silny ucisk w sercu. Poza tym, aby wyrazić, że coś jest szczere, że naprawdę pochodzi z wnętrza danej osoby, mówi się: «Mówię ci to prosto z serca»” (DN 53).

To bardzo intymny i wzruszający obraz, który można odczytać najlepiej, kiedy przywołuje się własne historie miłości.

Jezus zaprasza każdego do wejścia w osobistą relację, do spo­tkania i dialogu z Nim. „Bóg chciał przyjść do nas, uniżając się, czyniąc się małym […], wchodzi w małość historii i pozwala się odrzucić przez swój lud. Jego miłość miesza się z codzien­nym życiem umiłowanego ludu i błaga, niczym żebrak, o od­powiedź, jakby prosząc o pozwolenie, by mogła ukazać swoją chwałę” (DN 202). Serce, które jest intymnym centrum jedno­czącym, wyrazem całej osoby, poprzez spojrzenie „wzywa do spotkania, do dialogu, do zaufania; ma silne ręce, zdolne nas wesprzeć; ma usta, które kierują do nas słowo w sposób wyjąt­kowy i bardzo osobisty” (DN 54–55). W tym momencie kontem­placja Serca Jezusa wchodzi w fazę kontemplacji miłości, która, parafrazując Ozeasza, pociąga ludzkimi więzami, a są to więzy miłości. Jestem dla nich jak ten, co podnosi do swego policzka niemowlę – schylam się ku niemu i karmię go (por. Oz 11,4). Dzięki temu możemy kontemplować Pana Jezusa „w całym pięknie i bogactwie Jego człowieczeństwa i boskości” (DN 54).

Kontemplacja dla miłości

Mając na uwadze fakt, że dla wielu ludzi wciąż obraz lub figura może być bardziej przemawiająca niż Chrystus obecny w Eu­charystii, Franciszek przestrzega, powołując się na Sobór Try­dencki, że nawet jeśli są atrakcyjne, „nie «można ich o coś pro­sić; lub że należy pokładać nadzieję w obrazach, jak niegdyś czynili poganie», ale że «przez obrazy, gdy je całujemy, odkrywamy przed nimi głowę, adorujemy Chrystusa»” (DN 56). Przy­pomina, że „obraz jest jedynie motywującą figurą […], podczas gdy Eucharystia jest rzeczywistą obecnością, którą należy ad­orować” (DN 57). Obraz zaprasza do pójścia dalej, aby stanąć przed Chrystusem, gdzie „miłość zatrzymuje się, kontempluje tajemnicę, smakuje ją w milczeniu” (DN 57).

Wracając do relacji serca i miłości, Franciszek mówi, że nie­koniecznie są one ze sobą związane, ponieważ w ludzkim sercu mogą panować także uczucia nienawiści, obojętności, egoizmu. „Dlatego też wewnętrzne centrum naszej osoby, stwo­rzone do miłości, realizuje Boży plan tylko wtedy, gdy kocha” (DN 59). Wtedy też serce staje się symbolem miłości. Miłość Serca Chrystusa jest nie tylko „fizycznym symbolem wyraża­jącym jedynie rzeczywistość duchową lub oderwaną od mate­rii” (DN 60). Patrząc na obraz Serca Pana Jezusa, kontemplu­jemy rzeczywistość fizyczną, Jego ludzkie ciało, dzięki którym ma On także ludzkie emocje i uczucia, jednak są one w pełni przemienione Jego boską miłością. Zatem Jego miłość do nas jest boska i ludzka, „a wizerunek Jego cielesnego serca poma­ga nam to osiągnąć” (DN 60).

W Sercu Chrystusa zawiera się potrójna miłość: nieskończo­na miłość Boża; miłość płomienna, która jest wlana w duszę Chrystusa, oraz miłość, w której są zawarte ludzkie uczucia. Franciszek mówi, że te trzy miłości „nie są oddzielnymi zdol­nościami, które działają równolegle lub niezależnie, lecz dzia­łają i wyrażają się razem, w ciągłym przepływie życia” (DN 65–66). Jest to zatem miłość zmysłowa oraz duchowa: ludzka i boska.

Serce Pana Jezusa jest przestrzenią, w którą dzięki kontem­placji możemy wejść. Tam zaś „czujemy się kochani przez serce ludzkie, pełne uczuć i emocji podobnych do naszych” (DN 67). Jego miłość jednak nie zniewala, a kocha w wolno­ści. „Kiedy docieramy do głębi tego Serca, jesteśmy ogarnię­ci niezmierzoną chwałą nieskończonej miłości odwiecznego Syna, której nie możemy już oddzielić od Jego ludzkiej miło­ści”. Ludzka miłość i uczuciowość nie są negowane. W Chry­stusie łączą się z Jego boską miłością. Nigdy nie można zapo­mnieć, że „Słowo stało się ciałem” (J 1,14) i adorujemy jednego i tego samego Chrystusa, Boga i człowieka w dwóch nierozerwalnych i niepodzielnych naturach. Dlatego nie ma dwóch odrębnych adoracji, ale jedna adoracja Wcielonego Boga (DN 68). Patrząc na Jezusa w modlitwie adoracji i kontemplacji, widzimy Ojca. Nasza modlitwa dzieje się w Duchu Świętym. Serce Jezusa jest Jego arcydziełem (św. Jan Paweł II), a Jego działanie w ludzkim sercu Chrystusa wywołuje nieustannie lgnięcie do Ojca. Pragnieniem Chrystusa jest, „abyśmy, po­ruszeni przez Ducha wypływającego z Jego Serca, «z Nim i w Nim» zmierzali do Ojca” (DN 77). Ojciec „raduje się, wi­dząc nas zjednoczonych z Chrystusem, gdy ofiarowujemy się przez Niego, z Nim i w Nim” (DN 204).

Franciszek przestrzega przed chrześcijaństwem, „które zapo­mniało o czułości wiary, radości z oddania się służbie, gorliwo­ści misji prowadzonej pomiędzy ludźmi, o urzeczeniu pięknem Chrystusa, o poruszającej wdzięczności za przyjaźń, którą On daje, i za ostateczny sens, jaki nadaje osobistemu życiu” (DN 88). Dlatego proponuje całemu Kościołowi tę nową, pogłębioną refleksję o miłości Chrystusa wyrażonej w Jego Najświętszym Sercu, gdyż to „tam możemy odnaleźć całą Ewangelię, tam streszczona jest prawda, w którą wierzymy, tam znajduje się to, co adorujemy i czego szukamy w wierze, czego najbardziej potrzebujemy” (DN 89). W tym kontekście Franciszek przy­wołuje dobrze nam znaną, „najpopularniejszą modlitwę”, jak mówi, „skierowaną jak strzała do Serca Chrystusa, która brzmi po prostu: «Ufam Tobie»”. I komentuje to jednym stwierdze­niem: „Nie potrzeba innych słów” (DN 90).

Nabożeństwo pocieszenia

Jest też w Dilexit nos piękny fragment, który Franciszek po­święca „nabożeństwu pocieszenia”. Zauważa, że „rana boku Zmartwychwstałego, z której wypływa żywa woda, pozostaje otwarta” (DN 151). Jest to wielka rana zadana włócznią, ale są też rany korony cierniowej, która często pojawia się w obra­zach Serca Pana. Kontemplujemy tu „miłość Jezusa, który był zdolny oddać siebie aż do końca”. Papież zadaje pytanie: „Jeśli Umiłowany jest najważniejszy, jak zatem możemy nie chcieć Go pocieszać?” (DN 152). Tłumaczy tym samym pragnienie wielu kochających wierzących, którzy mają w swoich sercach pragnienie niesienia pociechy Panu. Jego miłość przekracza wszelkie czasy. I nasza pociecha dociera do Jezusa cierpiącego w czasie Męki. Papież broni pobożności ludowej, tego, co na­zywamy „zmysłem wiary” ludu Bożego. Przypomina, że „ser­ce ma swoje racje”. W Męce Chrystusa możemy uczestniczyć przez wiarę jako w czymś, co dzieje się także teraz. Przypo­mina, że „Ewangelia, w swoich różnych aspektach, służy nie tylko do rozważania czy wspominania, ale do przeżywania mi­łości, zarówno w uczynkach miłości, jak i w wewnętrznym do­świadczeniu, a odnosi się to szczególnie do tajemnicy śmierci i zmartwychwstania Chrystusa” (DN 156). Owocem takiej pobożności jest prawdziwa skrucha, która „musi być wyproszo­na na modlitwie”. Prowadzi ona do przyjęcia czułości Pana (por. DN 161). Mówi też o „cudzie smutku, dobrego smutku, który prowadzi do łagodności”, oraz o pociesze, którą dostają podejmujący kontemplację Serca Chrystusa.

Tej pobożności papież broni mocą swojego autorytetu przed zimnym racjonalizowaniem: „Proszę, aby nikt nie wyśmiewał się z przejawów żarliwej wiary świętego i wiernego Ludu Bożego, który w swojej pobożności ludowej stara się pocieszyć Chrystusa. Zachęcam wszystkich, aby zadali sobie pytanie, czy w niektórych przejawach tej miłości, która stara się po­cieszyć Pana, nie ma więcej racjonalności, prawdy i mądrości niż w zimnych, odległych, wykalkulowanych i minimalnych aktach miłości, do których zdolni jesteśmy my, którzy twier­dzimy, że posiadamy wiarę bardziej refleksyjną, rozwiniętą i dojrzałą” (DN 160).

Misja na tym świecie

Ostatnim elementem Franciszkowej medytacji i kontemplacji jest misja. Od contemplatio do actio. Jezusa boli i smuci, że „za Jego wielką miłość do ludzi «odpłacamy Mu jedynie niewdzięcz­nością i wzgardą», «oziębłością i obojętnością»”. Skarży się św. Małgorzacie Marii Alacoque, że to boli Go bardziej niż wszystko inne, co musiał znieść w czasie męki (por. DN 165). Jezus prosi o miłość. Chce, żeby kochać Go w Przenajświętszym Sakramencie, ale także przez miłość do naszych braci i sióstr. Tej miłości „nie da się wyprodukować […], ale wymaga przemiany naszego egoistycznego serca”, tak żeby stało się ono na wzór Serca Jezusowego (por. DN 167–168). Franciszek cytuje św. Karola de Foucauld, który mówił: „Miłość musi promieniować z braterstwa, tak jak promieniuje z Serca Jezusa” oraz: „Miłością Serca Jezusa do ludzi, którą objawił w swojej męce, powinniśmy obdarzać wszystkich ludzi” (DN 179).

„Nawrócenie serca” jest odpowiedzią daną „kochającemu Sercu Jezusa Chrystusa, który uczy nas kochać” (DN 183). Misją nawróconego serca jest rozmiłowanie świata i pójście wszędzie tam, gdzie każe nam iść Serce Syna Bożego. „Misja, rozumiana w perspektywie promieniowania miłością Serca Chrystusa, wymaga misjonarzy rozmiłowanych, którzy wciąż pozwalają się zdobyć przez Chrystusa i którzy nie mogą nie przekazywać tej miłości, która odmieniła ich życie. Toteż boli ich tracenie czasu na omawianie drugorzędnych kwestii lub na narzucanie prawd i reguł, ponieważ ich główną troską jest dzielenie się tym, czego doświadczają, a przede wszystkim, aby przez ich nieudolne wysiłki, inni mogli dostrzec dobroć i piękno Umiłowanego. Czyż nie tak dzieje się z każdym za­kochanym?” (DN 209).

Postawa służby wobec sióstr i braci jest także odpowiedzią na posłanie Jezusa. „Jest to część przyjaźni z Nim. Dlatego, aby taka przyjaźń dojrzała, trzeba pozwolić, aby On posłał cię do wypełnienia misji na tym świecie, z zaufaniem, ze szczodro­ścią, w wolności, bez strachu. Jeśli zamkniesz się w swoich wy­godach, nie da ci to bezpieczeństwa, zawsze będą pojawiać się lęki, smutek i udręka. Ten, kto nie wypełnia swojej misji na tej ziemi, nie może być szczęśliwy, jest sfrustrowany. Lepiej więc, byś pozwolił Mu się posłać, pozwolił poprowadzić się Mu tam, gdzie On chce. Nie zapominaj, że On ci towarzyszy. Nie zrzuca cię w przepaść i nie pozostawia zdanego na swoje siły. On po­nagla cię i towarzyszy ci” (DN 215).

***

W zakończeniu Franciszek zostawia słowo nadziei: Chrystus „i tylko On może uwolnić nas od tej gorączki, w której nie ma już miejsca na bezinteresowną miłość. On jest w stanie dać tej ziemi serce i na nowo odkryć miłość tam, gdzie jak nam się wydaje, zdolność do kochania umarła na zawsze” (DN 218). Niech zakończeniem tej medytacji i kontemplacji będzie mo­dlitwa Franciszka:

Proszę Pana Jezusa, aby z Jego Najświętszego Serca wypłynęły dla nas wszystkich strumienie wody żywej, aby zagoić rany, któ­re sobie zadajemy, aby umocnić naszą zdolność kochania i słu­żenia, aby pobudzać nas do nauki wspólnego podążania ku świa­tu sprawiedliwemu, solidarnemu i braterskiemu. Tak będzie do czasu, gdy szczęśliwie zjednoczeni będziemy ucztować w Króle­stwie niebieskim. Tam będzie zmartwychwstały Chrystus, który zharmonizuje wszystkie nasze różnice światłem nieustannie pły­nącym z Jego otwartego Serca. Niech Jezus zmartwychwstały bę­dzie zawsze błogosławiony! (DN 220).

Przypis:
[1] Cyt. za: https://www.ampolska.co/art-2487-Rozwazanie-papieza-Franciszka-na-placu-....