Świadectwa

„Jak się oddać Bogu, to się oddać na przepadłe” – tak mówiła nasza błogosławiona siostra Sancja Janina Szymkowiak. To dobra dewiza. Jak się oddać Bogu, to oddać Mu wszystko. Nie obracać się wstecz, nie iść na boki.
Życie duchowe okazuje się ciągłym pragnieniem i tęsknotą za tym, by Pana Boga nie stracić z oczu, by był w naszym domu nie tylko „z urzędu”, ale dlatego że stworzyliśmy Mu w nim honorowe miejsce.
Trzydziestodniowe rekolekcje to nie był dla mnie łatwy miesiąc. Doświadczyłam wielu zmagań, zwłaszcza gdy trzeba było dotknąć tego, co w życiu trudne i bolesne. Towarzyszyło mi jednak nieustanne przekonanie, że to ma sens.
Przy wieczornej modlitwie jest czas na mały rachunek sumienia. Modląc się słowami: „W Twoje ręce powierzam duszę moją”, oddaję ją na czas snu Bogu, z ufnością, że w nocy oczyści mnie z negatywnych uczuć, których przecież nie pragnę. Rano czuję się już znacznie lepiej.
Mając do wyboru stres związany ze zmuszaniem się do utrzymywania porządku lub okresowe akcje sprzątania, wybieram te ostatnie. Podobnie, z zachowaniem wszelkich proporcji, rzecz ma się z moim życiem duchowym. Rekolekcje ignacjańskie pełnią w moim życiu funkcję wielkiego porządkowania.
Pierwsze lata działalności naszego hospicjum to dla mnie czas uczenia się, jak jednocześnie być dyrygentem i członkiem orkiestry. Ten czas okazuje się nie tylko walką o fundację czy hospicjum, lecz także czasem zmagań o samego siebie.