Pomimo wielu problemów, z jakimi zmaga się współczesny człowiek, nadal poszukuje on wzorców do naśladowania i odkrywania drogi doskonałości chrześcijańskiej. Kościół poprzez beatyfikacje czy kanonizacje ukazuje sylwetki świętych i błogosławionych, którzy są pośrednikami na naszej drodze do Boga. Często nasuwa się pytanie: co wyróżnia błogosławionego, jaka była jego droga do Boga?
W historii duchowości spotykamy mistyków krzyża, którzy są dla współczesnego człowieka świadkami wymiaru miłości w cierpieniu, a przez to – świadkami chrześcijańskiego paradoksu polegającego na tym, że doświadczenie bólu może stać się doświadczeniem sensu. Sens odkryty w Bogu jest ostatecznym gwarantem świętości osoby dotkniętej stygmatem cierpienia. Kościół w każdej epoce daje nam świętych na nasze czasy. Możemy nie tylko korzystać z ich orędownictwa, ale także odkrywać w ich życiu światło pozostawione dla nas. Takim światłem stała się Róża Czacka dla późniejszej s. Teresy Landy, franciszkanki z Lasek:
Kiedy pierwszy raz zobaczyłam Matkę na Polnej, był to lipiec lub sierpień 1920 rok, szła przez kaplicę z pokoju sióstr, zdaje mi się, do konfesjonału. Szła Matka pewnie, swoim ślicznym równym krokiem tak, jakby płynęła. Nie wiedziałam, kto to, ale wydawało mi się, że z tej osoby promieniuje jakieś światło. Potem dopiero dowiedziałam się o Matki istnieniu i wtedy domyśliłam się, że to była Matka. Jak dziwna i cudowna to rzecz: Bóg przez niewidomego może tak promieniować światłem i jasnością, że ciemności materialne może tak przemienić w jasność duchową. Wiele razy potem, choć nie w tak wyraźny sposób, odczułam i widziałam tę światłość[1].
Historia życia Róży
Róża pochodziła z rodu, który wydał ludzi wielkiej kultury, jak jej pradziadek Tadeusz Czacki, oraz wielkich ludzi wiary, jak jej wuj, kard. Włodzimierz Czacki. Jednak najważniejszy jest fakt, że Róża była arystokratką ducha. W jej życiu według właściwej hierarchii wartości wszystko podporządkowane było Najwyższemu Królowi.
Historia życia Róży pokazuje przedziwny duchowy paradoks. W Piśmie Świętym droga życia człowieka często jest przedstawiana jako przejście z mroków nocy do jasności dnia. U niej było odwrotnie: z jasności dnia przeszła do fizycznej ciemności, kiedy w wieku dwudziestu dwóch lat traci bezpowrotnie wzrok. Po diagnozie okulistycznej zamknęła się na trzy dni w swoim pokoju i to był z pewnością ten moment, w którym jej wiara wypala się w ogniu. W jego płomieniach spala się wszystko, co słabe, niedoskonałe, pełne lęku i pytań, a pozostaje czyste złoto. Stąd wielu, którzy się z nią spotykali, podkreślali jej „przeźroczystość”, a współcześni ludzie przychodzą do niej po radę i światło.
Narodziny w ciemności
Błogosławiona Róża jest postacią wciąż do odkrycia. Ma w sobie wiele zaskakujących wymiarów ducha. Zdumiewają one współczesnego człowieka, który większość swego życia opiera na tym, co zewnętrzne, widoczne dla oczu. Pierwszym krokiem w przeżyciu nocy, w którą Róża świadomie wchodzi, jest wyrzeczenie się pożądania tego świata. Nie należy myśleć, że młoda hrabianka nie interesowała się światem i tym, co on ze sobą niesie. Swej wiernej towarzyszce życia, Helenie Makowieckiej, powiedziała kiedyś znamienne słowa: „Gdy w końcu zaczęłam się bawić – straciłam wzrok. […] Jaki Pan Jezus dobry, kiedy najbardziej świat mi się podobał, kiedy zaczęłam do niego lgnąć – zabrał mi wzrok”[2].
Świat dostrzegalny zmysłami często daje poczucie bezpieczeństwa, jest źródłem radości i przyjemności. Róża świadomie odcina się od niego i wchodzi na drogę wiary, która pozwala poznawać, lecz nie pozwala zobaczyć już nic fizycznie. To przyjęcie ciemności bł. Matka Elżbieta Czacka nazywa wzięciem na siebie krzyża. Z pewnością doświadczała też nocy ducha, co w jej wypadku polegało na całkowitym podporządkowaniu swoich władz duchowych wierze, nadziei i miłości.
Nowy etap życia
Do pracy z niewidomymi przygotowywała się przez dziesięć lat. Podjęła intensywną rehabilitację, przede wszystkim własną, aby osiągnąć maksimum samodzielności i później móc służyć innym. Róża Czacka otworzyła nowe drogi dla niewidomych, którzy zaczęli się kształcić, podejmować pracę i brać odpowiedzialność za swoje życie. W roku 1910 powołała Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi, które miało realizować swoje zadania w dwóch płaszczyznach: w aspekcie społecznym i religijnym.
Pierwsza wojna światowa w znacznym stopniu ograniczyła działalność powstającego Dzieła. Róża Czacka wyjechała do rodziny na Wołyń i z powodu działań wojennych przez trzy lata nie mogła wrócić do Warszawy. W tym też czasie dojrzewała w niej myśl o stworzeniu w Kościele nowego zgromadzenia, które poświęci się służbie niewidomym. Ksiądz Władysław Krawiecki, którego poznała w Żytomierzu, wspomagał ją w tym przedsięwzięciu. Kiedy został cofnięty zakaz noszenia habitów, Róża zdecydowała się obrać formę życia zakonnego i oddać się całkowicie Bogu.
Powstanie Dzieła Lasek
Róża Czacka, jeszcze jako świecka osoba, doskonale rozumiała konieczność oparcia swego życia i co więcej – cierpienia – na tajemnicy wiary. Wiara oświetla całe życie człowieka, której niewidomy potrzebuje w sposób szczególny. Moc czerpała z Boga Żywego, stąd wiedziała, że jedynie w Nim znaleźć można Prawdę, ponieważ On jest Źródłem wszelkiego Światła. 1 grudnia 1918 roku powołała Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża, przyjmując za patrona św. Franciszka z Asyżu. Założycielka Dzieła Lasek obrała imię: siostra Elżbieta od Jezusa Ukrzyżowanego. Jako osoba niewidoma utratę wzroku uważała za początek nowego życia, które poświęciła służbie niewidomym na ciele i duszy. Dla niej brak wzroku to zadanie do spełnienia. Założycielka chciała, aby niewidomi przyjmowali swój krzyż ślepoty w duchu zadośćuczynienia za duchową ślepotę świata. Nadała Dziełu nurt apostolski: niesienie pomocy niewidomym, nie tylko materialnej, lecz także duchowej, oraz zrozumienie sensu krzyża.
W doświadczeniu ciemności szczególnym aspektem było dla niej życie z wiary. Wiara jako niezbędny warunek, aby móc iść za Bożym wezwaniem. Do sióstr Matka Elżbieta Czacka mówiła:
Życie człowieka żyjącego z wiary, choć na pozór często szare i nudne, jest w rzeczywistości pełnym treści i światła. W swoich obowiązkach widzi on wyraz woli Bożej i dlatego stara się je spełnić dokładnie z miłości ku Niemu. Ma drogę jasno wytkniętą przed sobą i dlatego ze spokojem idzie naprzód, nie oglądając się na żadne względy ludzkie. […] Przeciwności, trudności i wszelkie cierpienia są szczeblami, po których coraz wyżej się ku Bogu wznosi[3].
Trudnym doświadczeniem dla Matki Elżbiety była przedwczesna śmierć ks. Władysława Krawieckiego, który po ciężkiej chorobie zmarł 28 lipca 1920 roku. Rozpoczął się nowy etap powstawania Lasek w rzeczywistości, która dopiero zakiełkowała życiem. Matka wciąż doświadczała niepewności i braku stabilności, nie tylko materialnej, lecz także tej duchowej. Jednocześnie doznała kolejnych Bożych łask. Pojawili się nowi ludzie: Antoni Marylski, który stał się budowniczym Lasek, potem przyszedł ks. Władysław Korniłowicz.
Po 1918 roku Matka przeszła dwie ciężkie operacje nowotworowe. We wrześniu 1939 roku podczas bombardowania Warszawy została ciężko ranna. Konieczne było usunięcie gałki ocznej. Zabieg odbył się bez znieczulenia. Owocem jej życia z wiary był pokój serca promieniujący na wszystkich, których spotykała. Tym samym niewidoma Matka była przewodnikiem dla widzących na ich drodze życia.
Niewidomi na duszy
Laski są świadectwem tego, ile może uczynić człowiek opierający się całkowicie na Bogu. Stąd wypłynęła idea apostolstwa niewidomych wśród widzących. Ksiądz Władysław Korniłowicz, zwany Ojcem, wprowadzał w życie Mistycznego Kościoła poszukujących, którzy przyjeżdżali do Lasek. Matka pisała:
Każde dzieło Boga ma o tyle wartość, o ile nie wyrosło tylko z pomysłu ludzkiego. Jednak podstawą dzieła w Kościele jest ujawnienie działania Boga poprzez ludzi, którzy są posłusznymi narzędziami w Jego ręku. Kładę wielki nacisk na to, aby Dzieło wzrastało nie z ludzkiej woli. Dzieło Boże o tyle ma wartość, o ile narzędzia, które się przyczyniają do jego tworzenia, są czyste[4].
Na powstanie Dzieła Lasek złożyło się wiele czynników, a u podstaw było cierpienie Założycielki Elżbiety Czackiej, która w zupełnej ciemności fizycznej, prowadzona przez Boga, swoim życiem pokazała innym niewidomym i widzącym drogę świadomego włączenia własnego cierpienia w ofiarę Krzyża. Uważała, że bardzo potrzebne są oczy wiary, „światłe oczy serca” (Ef 1,18), co doskonale wiedziała z doświadczenia własnego życia wewnętrznego. Wielokrotnie mówiła, że jednym ze skutków grzechu pierworodnego jest duchowa ślepota.
Pycha zasłania oczy duszy człowieka i sprawia, że człowiek przede wszystkim nie ma lub zatraca rozumienie, czym jest i jakie miejsce zajmuje na świecie. Pycha nie tylko zasłania oczy człowiekowi, ale każe człowiekowi widzieć wszystko, co go otacza, w niewłaściwym świetle, na opak, do góry nogami. Pycha sprawia, że wszystko, co wielkie, staje się dzięki niej małym, a wszystko, co małe, zwiększa się do niemożliwych rozmiarów. Pycha zniekształca wszystko, psuje i niszczy wszystko, czego dotknie. Słowem pycha jest kłamstwem. Pycha wślizguje się wszędzie, panoszy się wszędzie. Jest wstrętna każdemu, a każdy jej podlega i daje się mniej lub więcej przez nią opanować. Bywa pycha narodowa, pycha korporacyjna, bywa nawet – o zgrozo! – pycha zakonna. […] Pycha sprawia, że człowiek nie chce być tym, czym jest w rzeczywistości, ale chce być tym, czym go chce widzieć jego pycha. Im człowiek głupszy, tym bardziej mu się wydaje, że jest najmędrszym z najmędrszych. Biedna ludzkość, ile cierpień musi znosić z powodu swojej pychy![5]
Matka Czacka podkreślała istotną prawdę: aby dojść do mądrości, czyli prawdziwego widzenia życia i ludzi, trzeba zdać sobie sprawę z tego, co uniemożliwia nam owo widzenie, co jest źródłem duchowej ślepoty, która skazuje człowieka na życie niespójne, pozbawione sensu, pełne zgorzknienia i zmartwień. Pierwszym powodem duchowej ślepoty jest zapatrzenie się w samych siebie. Człowiek, którego oczy są wyniosłe i dumne (por. Iz 2,11; 5,15), nie jest zdolny widzieć rzeczywistości, która go przewyższa, a tym samym ujrzeć Boga i Jego dzieła.
Ta, której tajemnicą było Światło
Pod koniec życia Matka świadomie zstępuje w otchłań samotności Krzyża. Stopniowo przechodzi coraz większe ogołocenie. Przeczuwając swój koniec, pisała: „trzeba z Panem Jezusem jeszcze cierpieć mękę ukrzyżowania, a potem konanie. Wszystko, jak On chce i jak długo zechce. Cupio dissolvi, et esse cum Christo [„Pragnę odejść i być z Chrystusem”; por. Flp 1,23 – przyp. red.]”[6]. Odchodziła, ale nadal wspomagała Dzieło modlitwą i ofiarą. Po długim i bolesnym konaniu zmarła w Laskach 15 maja 1961 roku, w opinii świętości. O jej życiu po śmierci bardzo trafnie powiedział benedyktyn o. Piotr Rostworowski:
I w momencie, kiedy się to życie na ziemi zakończyło, widzi się lepiej całość tej dziwnej drogi, jaką Bóg prowadził Tę wielką chrześcijankę. Ta, której tajemnicą było światło, której życie było światłem dla drugich w sensie zarówno duchowym, jak i fizycznym, została najpierw pozbawiona tego zewnętrznego światła, a oświecona obfitością tego wewnętrznego w stopniu rzadko spotykanym, a potem, w ostatnim etapie, pogrążona w zupełną ciemność zewnętrzną i wewnętrzną – jakby dla ubłagania tego podwójnego światła dla ludzi, których tak bardzo ukochała[7].
Światło, którym w przedziwny sposób była naznaczona Założycielka, często jest drogowskazem dla ludzi, którzy przyjeżdżają do Lasek i szukają sensu swojego życia.
Oaza nie tylko dla niewidomych
Dzieło Lasek powstało, aby inni mogli wejść i głębiej poznać Misterium fascinosum Boga i człowieka oraz rozlać światło Boże na tych, którzy są go pozbawieni. Na drodze do Boga konieczne jest wewnętrzne światło i zdolność widzenia nie tylko oczami. Niezbędne jest odczytywanie tego wszystkiego, co prowadzi drogą wyznaczoną przez Opatrzność. Matka Czacka swoim życiem pokazała, jak ważne jest noszenie w sobie wewnętrznego światła, które pozwala iść ku Prawdzie[8].
Laski wciąż przypominają, że nie tylko oczy stanowią o odkrywaniu piękna. Piękno obiektywne jest inne niż to, które można zobaczyć oczami. Piękno wewnętrzne prowadzi do drogi światła. Historia ludzkości, zwłaszcza ta, którą odkrywamy przez lekturę Biblii, przypomina, że człowiek zbłądził i zatracił duchowe widzenie. Stąd droga wiary jest drogą Exodus, która przeprowadza człowieka do Światła, gdzie nie potrzeba już zmysłu wzroku. Dzieło niewidomej Matki Czackiej poczęło się z nadmiaru miłości i ono uczy współczesnych widzących ludzi, że Jezus Chrystus Odkupiciel wkroczył w życie człowieka, jest w samym środku jego zmagań, w sercu i czeka na jego otwarcie, na wpuszczenie Bożego światła, aby duchowo przejrzał i napełnił się łaską.
Stała się ona „widzącą inaczej”. Wyszła poza możliwość, granice ludzkiego oglądu, by wpatrywać się i trwać przed tym, co wieczne. Jej przykład i świadectwo życia mogą być dla współczesnego człowieka zachętą do odczytywania innego wymiaru rzeczywistości niż tylko ten, który widzimy, oraz do przyjmowania cierpienia. Jan Paweł II napisał w Liście Salvifici doloris: „gdy ciało jest głęboko chore, całkowicie niesprawne, a człowieka jakby niezdolny do życia i do działania – owa wewnętrzna dojrzałość i wielkość duchowa tym bardziej jeszcze się uwydatnia. Owa wewnętrzna dojrzałość i wielkość duchowa w cierpieniu z pewnością jest owocem szczególnego nawrócenia oraz współpracy z łaską ukrzyżowanego Odkupiciela”[9]. Byłoby błędem myśleć, że Róża Czacka urodziła się świętą, podobnie błędem byłoby wyobrażać sobie, że miała do przejścia jasno wytyczoną drogę. To właśnie w ciemności miała znaleźć swą własną drogę, „drogę zupełnie nową”, którą dane jej było przemierzyć jako pierwszej franciszkance służebnicy Krzyża.
Przypisy
[1] Teresa Landy, Wspomnienia z 18 XI 1951 roku.
[2] E. Jabłońska-Deptuła, Matka Elżbieta Czacka i Dzieło Lasek, Lublin 2002, s. 45.
[3] E. Czacka, Dyrektorium, w: E. Czacka, Pisma, t. II, red. M. Banaszek, M. Prussak, Warszawa 2007, s. 73–74.
[4] E. Czacka, Konferencje duchowe…, pro manuscripto, s. 18.
[5] E. Czacka, Dyrektorium, s. 128–129.
[6] E. Czacka, Notatki, w: E. Czacka, Pisma, t. I, red. K. Michalak, Warszawa 2006, s. 209.
[7] Archiwum Franciszkanek Służebnic Krzyża/Matka Czacka, 421/3, P. Rostworowski, Telegramy i listy kondolencyjne. Zakony i Zgromadzenia 1961, s. 73.
[8] Papież Franciszek, Lumen fidei, Kraków 2013, s. 7: „Gdzie brakuje światła, wszystko staje się niejasne, nie można odróżnić dobra od zła, drogi prowadzącej do celu od drogi, na której błądzimy bez kierunku. Dlatego pilne staje się odzyskanie światła, które jest właściwą cechą wiary, bo kiedy gaśnie jej płomień, wszystkie inne światła tracą w końcu swój blask”.
[9] Jan Paweł II, Salvifici doloris, Rzym 1984, 26.

