Niedawno Polacy wybierali prezydenta. W kampanii wyborczej padło wiele pytań i wiele odpowiedzi, ale bodaj nikt nie zapytał: „Czy prezydent może być uczniem Chrystusa?”. Nie: „Czy może być katolikiem lub protestantem?”, ale: „Czy może być uczniem Chrystusa?”. Czy ma prawo miłować nieprzyjaciół? Czy wolno mu nie osądzać i nie potępiać? Przebaczać siedemdziesiąt siedem razy? I sprawa druga, ważniejsza: gdyby ktokolwiek głosił takie hasła w kampanii wyborczej, czy oddalibyśmy na niego głos? My – katolicy, my – chrześcijanie? Czy raczej poparlibyśmy kogoś, po kim spodziewalibyśmy się, zupełnie jak niegdyś Apostołowie, „że On właśnie wyzwoli Izraela” (por. Łk 24,21)?
Powie ktoś: Ewangelia ze swym radykalizmem miłości przynależy do spraw ducha i wieczności, zaś polityka – do spraw tego świata, w którym musimy jakoś przyzwoicie żyć, póki co. A jednak takie właśnie pytania przychodziły mi do głowy podczas lektury książki Grzegorza Górnego Duchowa historia Polski. Millenium dwu koronacji 1025–2025. Na tom składa się przedmowa oraz dziewięćdziesiąt dziewięć krótkich felietonów publikowanych w latach 2013–2023 na łamach miesięcznika „W Sieci Historii”. Ukazują one dzieje Polski od czasów pogańskich aż po lata dwudzieste XXI wieku, czyli – do dziś, w formie jakby momentalnych wglądów. Wielość wątków, przeskoki czasowe i rwany tok narracji spina klamra głównego założenia autora: „odpowiedzieć na pytanie o wpływ religii na życie publiczne w dziejach Polski”. Dlaczego? Bo „nie da się pojąć dziejów Polski i fenomenu polskości bez docenienia wpływu chrześcijaństwa, katolicyzmu, Kościoła” (s. 6).
Wbrew pozorom Górny nie występuje tu w roli historyka – w każdym razie nie przede wszystkim, choć tkankę jego książki stanowi historia. Nie opisuje jednak dziejów Polski piórem konserwatysty. Raczej przedstawia w dziewięćdziesięciu dziewięciu krokach wielki dowód na państwowo- i kulturotwórczą rolę chrześcijaństwa oraz Kościoła. Czyni to od pierwszego zdania pierwszego tekstu o legendarnym Piaście Kołodzieju: „Nie ma Polski przedchrześcijańskiej” (s. 8). W kolejnych felietonach pokazuje, jak zagęszczał się z upływem stuleci ów splot polskości oraz katolicyzmu. Jeśli bowiem chrzest Polski w 966 roku odegrał fundamentalną rolę państwowotwórczą, to koronacje Bolesława Chrobrego oraz jego syna Mieszka II (obydwie w 1025 roku) wprowadziły młode chrześcijańskie królestwo w samo serce nowoczesnego Zachodu. Polska Chrobrego miała stać się „czwartym filarem” imperium cesarza Ottona III – gdyby ono się ziściło. W okresie rozbicia dzielnicowego właśnie Kościół przyjął na siebie rolę strażnika tożsamości – podtrzymując rozwój języka, edukacji i kultury polskiej, mimo zapaści państwa. W kolejnym stuleciu święta katoliczka – królowa Jadwiga, fundatorka Akademii Krakowskiej, „otwarła Polskę na chrześcijańską myśl europejską” (s. 53), czyli na postęp cywilizacyjny. W okresie zaborów zarówno protestanckie Prusy, jak i prawosławna Rosja prowadziły walkę z polskim duchowieństwem i wiernymi, a akcja ta wymierzona była tyleż samo w katolicyzm, co w polskość. Zaborcy mieli zatem pełną świadomość, że – jak stwierdza autor w innym miejscu –„katolicyzm nadał polskości jej formę. To on stał się najgłębszym zrębem jej tożsamości” (s. 11). Górny stwierdza nawet: „poza chrześcijaństwem Polacy nie mają innego idiomu kulturowego, w którym mogliby wyrazić siebie” (s. 276).
Nawet jeśli te idee nie są nowe, siłę książki stanowi sposób ich podania. Autor często przywołuje konkretne zdarzenia, pokazuje pojedyncze postaci, sceny lub dokumenty. Mamy tu więc sylwetkę wnuka Mieszka II, wybitnego węgierskiego króla Władysława I (László I) – wyniesionego na ołtarze świętego katolickiego. Mamy przypomnienie śmierci śląskiego Piasta, Henryka II Pobożnego w bitwie z Tatarami pod Legnicą, której męczeński charakter potwierdził dopiero manuskrypt Historii Tatarów odnaleziony w połowie XX wieku. Mamy piękny tekst unii polsko-litewskiej zawartej w 1413 roku w Horodle: „Miłość tworzy prawa, włada państwami, urządza miasta, wiedzie stany Rzeczypospolitej ku najlepszemu końcowi, a kto nią pogardzi, ten wszystko utraci. Dlatego też my wszyscy zebrani, prałaci, rycerstwo i szlachta, chcąc spocząć pod puklerzem miłości i przejęci pobożnej ku niej uczuciem, niniejszym dokumentem stwierdzamy, że łączymy i wiążemy nasze domy i pokolenia, nasze rody i herby” (s. 55). Z kolei unię brzeską z 1596 roku nazywa Górny „wielkim projektem ekumenicznym Rzeczpospolitej” (s. 106), a o polskim oświeceniu pisze, iż było dziełem katolickich księży. „Odświeża” postaci kard. Zbigniewa Oleśnickiego, kanclerza Jan Łaskiego, Jana Pawła Woronicza, Romualda Traugutta i wielu innych, aż po wiek XX.
W Duchowej historii dominuje relacja o faktach. Cytowane są źródła oraz opracowania. Przykłada się lupę do szczegółu, obserwuje i raportuje, co widać. Trudno mnie, nie-historykowi ocenić, na ile rzetelny jest ów raport i na ile obiektywne ujmowanie spraw, jednak w interpretacjach Górnego odbiorca nie wyczuwa demagogii. Także dlatego, że autor unika prostych odniesień do dzisiejszych sporów i ma tę chwalebną umiejętność, by w porę zamilknąć. Kiedy więc przypomina hitlerowskie prawo o niekaralności aborcji dla Polek w Generalnej Guberni, wydane 9 marca 1943 roku jako rozporządzenie Hansa Franka, zaznacza jedynie, że ten sam akt prawny wprowadzał dla Niemek za spędzanie płodu bardzo surowe konsekwencje, do kary śmierci włącznie. Potem podkreśla działania antyaborcyjne Kościoła w Polsce Ludowej, stwierdzając, iż zwieńczeniem ich była ustawa z 1993 roku o ochronie życia. Resztę musi wykombinować czytelnik.
Ponad tym wszystkim wznosi się pewna, by tak rzec, nadbudowa. Autor, mam wrażenie, wyznaczył sobie jeszcze jedno (karkołomne) zadanie. Tak naprawdę rozważa bowiem – na różne sposoby, mniej lub bardziej bezpośrednio – fundamentalną kwestię obecności Boga w historii człowieka. W historii konkretnego życia – oraz całego narodu. Czy można wszakże w popularnej książce historycznej udowodnić coś więcej niż „społeczne znaczenie religii”? Czy da się wykazać obecność Boga w dziejach określonej nacji?
Wydaje się, że to zadanie raczej dla teologa, a Górny nie występuje tu w roli teologa. Zajmuje się natomiast szczególnego rodzaju historiozofią, którą nazywa, wspominając kard. Stefana Wyszyńskiego, „biblijną wizją narodu”. W tej warstwie tekstu wprowadza więc niejako wtórne pomieszanie porządków, w innych miejscach skrupulatnie rozdzielanych: „badalnej” rzeczywistości oraz mistyki. W efekcie otrzymujemy krzyżówkę żydowskiej haggady z esejem historycznym – co czyta się jako próbę pojednania na nowo ducha z materią i wiary z rozumem. W takim ujęciu nawrócenie osobiste Mieszka, którego konsekwencją jest jego własny chrzest – staje się równocześnie faktem polityczno-społecznym: początkiem nowej struktury państwowej i przemiany kulturowej. Cud obrony Częstochowy przed Szwedami – właśnie: cud, bo taki był odbiór społeczny tego wydarzenia – zwycięstwem utrzymującym niepodległość Rzeczypospolitej. I jeśli grzechy grupy konkretnych ludzi w czasach saskich, nazwane w książce „nędzą duchową i moralną” (s. 129), skutkowały upadkiem republiki szlacheckiej, to pierwsza pielgrzymka do ojczyzny i osobista modlitwa jednego człowieka: Jana Pawła II, wzbudziła ducha miłości bliźniego, a ten zaowocował przemianą społeczną: „Solidarnością”. Wszystko zaś razem zapoczątkowało demokratyczne przemiany ustrojowe.
Ta warstwa książki dla jednych może się stać zgorszeniem, a dla innych głupstwem. Chrześcijanom zaś przypomina, że Pan Bóg naprawdę wkracza w koleje ich życia i dzieje ich narodów.
Duchowa historia Polski to lektura dość gęsta i wymagająca koncentracji, choć napisana klarownym i eleganckim językiem. Książka na tysiąclecie pierwszych koronacji ułożona została po sienkiewiczowsku – ku pokrzepieniu serc. Dlatego też pokazuje niemal wyłącznie momenty duchowych zwycięstw i ich dojrzałe owoce. Owszem, dałoby się pewnie nadzwyczaj łatwo zestawić tom drugi: dziejowych upadków i zdrad Chrystusa, błędów i grzechów. I także mógłby on nosić miano polskiej „historii duchowej”. Ale wszystko ma swój czas: jest czas pokuty i czas wdzięczności za to, co wydarzyło się dobrego.
A zaprawdę – wydarzyło się.
Notabene, ciekawe, co Górny-historiozof odpowiedziałby na pytanie: „Czy polski prezydent może być uczniem Chrystusa?”.
Grzegorz Górny, „Duchowa historia Polski. Millenium dwu koronacji 1025–2025”, Rosikon Press, Warszawa 2025, ss. 288.

