Świadectwa

Pierwsze lata działalności naszego hospicjum to dla mnie czas uczenia się, jak jednocześnie być dyrygentem i członkiem orkiestry. Ten czas okazuje się nie tylko walką o fundację czy hospicjum, lecz także czasem zmagań o samego siebie.
Pamiętam, że kiedy po raz pierwszy pomyślałem o możliwości milczenia przez cały miesiąc, wydało mi się to czymś nierealnym. Było to jeszcze przed podjęciem zakonnej drogi życia – spojrzenie w okrytą mgłą tajemnicy przyszłość, wówczas z pozycji zewnętrznego obserwatora.
W lutym 1948 roku w Czechosłowacji doszło do przewrotu, po którym władzę w państwie przejęła partia komunistyczna. Największym problemem dla nowego reżimu stał się Kościół, który chciano za wszelką cenę zniszczyć. Najpierw aresztowano biskupów, a wraz z nimi współpracujące z hierarchami siostry zakonne. Z piętnastu tysięcy zakonnic przed rokiem 1948 po rewolucji 1989 roku zostało niecałe dwa tysiące.
Kiedy decydowałam się na wyjazd na misję sióstr służebniczek do Kasisi w Zambii, o siostrach prowadzących tam dom dziecka wiedziałam niewiele. Znałyśmy się zaledwie z kilku organizacyjnych maili wymienionych przed wylotem. Jednak już wtedy czułam, że czeka mnie wspaniała współpraca.
Dziś największą – według mnie – bolączką współczesnego człowieka jest brak wiary w Bożą miłość pomimo ludzkich grzechów. Nie musimy stawać się lepsi, aby zasłużyć na miłość Boga. Kolejność jest tu odwrotna: dopiero gdy uwierzymy w bezwarunkową miłość Boga, stworzymy sobie szansę na poprawę moralną i wzrost duchowy.
Mam żonę i dzieci. Skoro Kościół pobłogosławił moje małżeństwo, to dał mi obietnicę, że o mnie nie zapomni, że będzie obecny w życiu naszej rodziny, także wtedy gdy nie jest łatwo. Bo przecież nie jest łatwo być mężem, żoną, ojcem, matką. Zwłaszcza kiedy przychodzą problemy i mnóstwo spraw do ogarnięcia.