Kobieca twarz Boga

Życie Duchowe • ZIMA 101/2020
Dział • Temat numeru
fot. vince42 / Flickr.com / CC BY-ND 2.0)

Kiedy mówimy Bóg, od razu, niemal odruchowo, mamy męskie skojarzenie. To normalne i oczywiste, jeśli myślimy o Jezusie, który jest mężczyzną, ale przecież pojęcie Bóg dotyczy całej Trójcy Świętej, nie tylko Syna Bożego. Nasze wyobrażenia o Stwórcy są bardzo zmaskulinizowane, nierzadko podpieramy je wieloma tekstami zarówno ze Starego, jak i z Nowego Testamentu. W tym, że pragniemy w jakiś sposób wyobrazić sobie Boga, nie ma niczego złego. Złem może być to, że za bardzo przywiązujemy się do naszych o Nim wyobrażeń. Kreujemy Go przez pryzmat naszych doświadczeń, zranień, wybiórczo odnosząc się do tego, co możemy znaleźć w Piśmie Świętym. Tworzymy Go bezmyślnie z tego, co mówią o Nim inni, nie dociekając, czy aby nie jest to jedynie ich wyobrażenie. Jesteśmy w stanie tak bardzo zdogmatyzować to, co myślimy o Bogu, że gdy Go spotkamy, możemy minąć obojętnie, nie rozpoznając w nim Stwórcy.

Bynajmniej nie chodzi o to, by wypracować sobie jedyny prawdziwy obraz Najwyższego, któremu będziemy wierni przez całe życie. Raczej chodzi o to, by tego, co wypracujemy, nie oprawiać w ramy. Tu, na ziemi, zawsze możemy zostać zaskoczeni czymś nowym, co odkrywa w sobie Bóg. Tu zawsze nasze wyobrażenie może się poszerzyć, zmienić. Nierzadko odkryjemy, że Stwórca ma w sobie niezwykłą umiejętność łączenia przeciwieństw, której rozum ludzki nie jest w stanie objąć. Może nas to irytować i złościć, że ciągle wiemy o Nim niewiele, że raz na zawsze nie możemy dociec Jego istoty, ale to w żaden sposób nie upoważnia nas do kurczowego trzymania się Jego obrazu, który stworzyliśmy sobie jako pierwszokomunijne dzieci.

Boża płeć?

Jakoś już tak jest, że o Bogu mówimy i myślimy jak o mężczyźnie. No w końcu jakoś trzeba się do Niego zwracać. I to wcale nie jest złe. Niebezpieczne staje się wtedy, kiedy przypisujemy Bogu płeć. Nie Jezusowi, bo tu sprawa jest oczywista, ale pozostałym osobom Trójcy Świętej. Narzucamy na Boga nasze wyobrażenie o istotach żyjących i odruchowo określamy Go przez płeć. Coś, co jest właściwe dla nas, chcemy rzutować na Stwórcę. Próbujemy zmieścić Boga w naszych ramach. Bóg nie ma płci. I choć trudno nam to sobie wyobrazić, warto przyjąć tę prawdę o Nim do naszego obrazu.

Już pierwsze słowa Księgi Rodzaju, gdybyśmy byli starożytnymi semitami, mogłyby nam zabrzmieć dziwnie, wręcz niepokojąco. „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię” (Rdz 1,1). Słowo bara – „stworzył” jest w Biblii używane jedynie odnośnie do Boga. Tylko On może czegoś takiego dokonać. Ale to słowo w uszach starożytnych odbiorców Pisma Świętego brzmi w sposób szczególny. Pobrzmiewa w nim bowiem prawda o rodzeniu, noszeniu w sobie i wydawaniu na świat. Powiedzenie: „Na początku Bóg zrodził niebo i ziemię” może byłoby za mocne, a jednak jesteśmy blisko takiego znaczenia tych słów! Bóg rodzi! To takie kobiece! – chciałoby się zawołać. Jednak w naszych głowach obraz Boga jako mężczyzny-ojca jest dość głęboko zakorzeniony. Nie na darmo natchniony tekst biblijny używa takich, a nie innych słów. Może już na samym początku chce nas wytrącić z utartych schematów myślenia o Bogu.

Idźmy dalej, czytając Księgę Rodzaju. Dochodzimy do opisu stworzenia człowieka i pięknych słów, jakie go podsumowują: „Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę” (Rdz 1,27). Pierwszą prawdą, jaką z owego tekstu możemy wyczytać, jest stworzenie na obraz Boży. Zaraz potem pojawia się płeć. Takie zestawienie: obraz i płeć może nam podsunąć fałszywe wnioski. Skoro jesteśmy obrazem Boga i mamy płeć, to On też ją ma. Myślę, że pomocne w zrozumieniu owych słów będzie sięgnięcie do ich hebrajskiego brzmienia. Tłumacząc z oryginału, można powiedzieć, że człowiek jest męski i żeński i jest obrazem Boga. Została tu podkreślona jedność mężczyzny i kobiety, która daje człowieczeństwo, a ono z kolei odbija w sobie obraz Boga. Nie oznacza to, że pojedynczo, samotnie człowiek nie jest podobny do Boga, ale że tak został stworzony: by stawać się podobnym do swego Stwórcy, potrzebuje płci przeciwnej (niekoniecznie w wymiarze seksualnym).

Tak to wygląda z pespektywy ludzkiej. A z Bożej? Kobiecość i męskość jest czymś, przez co objawia się oblicze Boże. Stwórca objawia siebie poprzez to, jakie są kobiety, i przez to, jacy są mężczyźni. Kobiece działanie, czucie, przeżywanie ma w sobie coś boskiego i tak samo męskie. To fenomen Boga posiadającego twarz, którą my możemy rozpoznać jako kobiecą, ale Bóg ma jednocześnie twarz męską. Do tej męskiej bardziej jesteśmy przyzwyczajeni, to jednak nie upoważnia nas do ignorowania „kobiecego Boga”.

Język polski, mówiąc o Stwórcy, używa zawsze rodzaju męskiego. Natomiast kiedy będziemy zagłębiać się w Stary Testament i natkniemy się w nim na słowo ruah, tłumaczone jako "duch", ze zdziwieniem zauważymy, że może ono być rodzaju żeńskiego! A więc „ta Ducha Boża”… I znów nie chodzi o to, by określać płeć Ducha Świętego, ale by odkryć, że w mojej kobiecości może wyrażać się jakieś podobieństwo do Boga, że Bóg wcale nie boi się być postrzegany przez ten pryzmat.

Matka czy Ojciec?

Zdecydowana większość fragmentów biblijnych porównujących Boga do któregoś z rodziców mówi o Nim jak o Ojcu. Tak też do Niego zwraca się Jezus. Nazywa Go abba, czyli „tatą” (por. Mk 14,36), co wskazuje na zażyłą i pełną miłości relację, jaka Ich łączy. Taki zwrot do Niebiańskiego Rodzica w żaden sposób jednak nie oznacza, że Bóg Ojciec jest mężczyzną. Tu znów włączają się nasze ograniczenia. Myślimy: ojciec, czyli mężczyzna, zapominając, że mówimy tu o Bogu, który nie ma płci. Kiedy pamiętamy o tym, że Boże ojcostwo przekracza nasze wyobrażenia, nazywanie Boga Ojcem jest jak najbardziej właściwą drogą do zwracania się do Niego. Czy jest więc sens mówić o Bogu jako o matce? Czy Biblia posługuje się kobiecymi obrazami, by ukazać nam, kim jest Bóg? Sięgnijmy do Pisma Świętego.

Na początek warto zatrzymać się nad Księgą Izajasza. Prorok kieruje do Narodu Wybranego następujące Boże słowa: „Jak kogoś pociesza własna matka, tak Ja was pocieszać będę; w Jerozolimie doznacie pociechy” (Iz 66,13). Swoje działanie Bóg porównuje z działaniem matki, która współczując dziecku, pociesza je. Nie mówi o ojcowskim działaniu, ale właśnie o matczynym. Takie oblicze będzie objawiać w czasie, w którym Bóg wyświadczy miłosierdzie swojemu ludowi. Porównanie Boga do matki nie wyczerpuje jednak tego, kim Bóg jest. Jasno wskazuje na to inny fragment Księgi Proroka Izajasza. „Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie” (Iz 49,15). Bóg jest kimś więcej niż matka! Jego łączność z człowiekiem jest głębsza niż matki z dzieckiem.

To nie koniec kobiecych obrazów Boga u Izajasza. Stwórca sam siebie porównuje z kobietą krzyczącą w czasie porodu. On sam chce się zachować podobnie, gdy będzie walczył o swój lud. Jego krzyk będzie elementem walki, którego przestraszą się przeciwnicy. To ciekawe, że Bóg, który walczy, wśród różnego oręża kierowanego przeciw wrogom wybiera zachowanie tak bardzo kobiece.

Pozostając wśród obrazów łączących się z porodem, w Biblii możemy odnaleźć także przedstawienie Boga jako położnej. Tak prezentuje Go Psalm 22. Bóg jest tym, który wydobywa człowieka z matczynego łona (por. Ps 22,10). Mimo że Boga nie nazywa się tu wprost akuszerką, znając kontekst kulturowy, doskonale wiemy, że pomoc rodzącej podczas porodu świadczyły tylko kobiety i nie było możliwości, by przychodzące na świat dziecko przyjmował mężczyzna. Rola, jaką spełnił Stwórca względem modlącego się, jest więc jak najbardziej rolą kobiecą.

Prorok Ozeasz, nazywany piewcą wierności i miłości Bożej, w piękny sposób opisuje czułość Stwórcy: „Miłowałem Izraela, gdy jeszcze był dzieckiem, i syna swego wezwałem z Egiptu. […] A przecież ja uczyłem chodzić Efraima, na swe ramiona ich brałem; oni zaś nie rozumieli, że przywracałem im zdrowie. Pociągałem ich ludzkimi więzami, a były to więzy miłości. Byłem dla nich jak ten, co podnosi do swego policzka niemowlę – schyliłem się ku niemu i nakarmiłem je” (Oz 11,1.3–4). Znamy wielu czułych i troskliwych ojców, więc obraz ten mógłby być obrazem ojcowskim, jednak kontekst kulturowy sprawia, że jest on bardziej matczyny. To kobieta była tą, która karmiła dzieci, tym bardziej że mowa tu o niemowlęciu. To właśnie z tą karmicielką utożsamia się Bóg. Ten sam prorok widzi Najwyższego także jako niedźwiedzicę-matkę! (por. Oz 13,8).

Sam Jezus, który nazywa Boga Ojcem, nie boi się pokazać Go pod obrazem kobiety. Doskonałym przykładem tego jest przypowieść o zagubionej drachmie szukanej przez kobietę (por. Łk 15,8–10). To właśnie Bóg kryje się pod postacią kobiety. Tak jak bohaterka przypowieści poszukuje drachmy, tak On szuka zagubionego człowieka.

Kobiecą ręką

Myli się ten, kto uważa, że Biblia jest księgą mężczyzn. Kiedy spojrzymy na otaczające Izraelitów narody i miejsce, które w ich kulturze wyznaczone zostało kobietom, tym bardziej się zdziwimy, że oto w historii biblijnej odgrywają one taką znaczącą rolę. Wśród ksiąg Pisma Świętego znajdziemy takie, które zostały nazwane imieniem swoich bohaterek, znajdziemy także historie wplecione w losy Narodu Wybranego, które świadczą o niezwykłości kobiet biorących w nich udział. Nieraz okazały się one bardzie prawe, odważne, rozumne niż mężczyźni. Warto zatrzymać się trochę dłużej nad dwoma z nich. W ich życiorysach doskonale widać współdziałanie z Najwyższym. Boski sposób poprowadzenia sytuacji, w jakich się znalazły, jest tak bardzo kobiecy, że żaden mężczyzna by się w nim nie odnalazł i nie sprawdził. Prowadząc historię zbawienia, Bóg decyduje się na „kobiece” rozwiązanie, bo ono jest w danym momencie najlepsze z możliwych.

Królowa Estera często bywa nazywana dzielną, ale ona jest przede wszystkim kobieca. Jej sukces nie leży w męstwie, ale w tym, że pozostaje sobą i na kobiecy sposób rozwiązuje sytuację. Nie dostosowuje się do obowiązujących ją norm społecznych, ale podąża drogą, którą wyznaczył jej Bóg. Bóg stoi za jej sukcesem. To Najwyższy zadziałał przez jej kobiece piękno i serce pełne miłości do współmałżonka. Ocala swój naród, mimo że nie opuszcza królewskiego pałacu. Dzieła ocalenia, którego dokonała, nie powstydziłby się żaden z wielkich wodzów, polityków i mędrców. Jednak Bóg wolał zrobić to po kobiecemu, mimo że (a może właśnie dlatego że) kobieta niewiele się wtedy liczyła.

Podobną sytuację mamy z Judytą, która zabiera się za tak zwaną męską robotę w iście kobiecym stylu. Do wygrania wojny, po ludzku patrząc, potrzebna byłaby wielka armia, dobrzy dowódcy i świetne uzbrojenie. Bóg jednak woli zmierzyć się z wrogiem, współpracując z pewną bardzo piękna kobietą! Efekt? Jerozolima nie jest już zagrożona! Wódz wrogów leży martwy. Kto tego dokonał? Kobieta. Znów działanie Boga w obronie swego ludu dokonuje się kobiecą ręką.

Przykładów tego, że Bóg działa z kobietą i na kobiecy sposób, można mnożyć. Warto je odkrywać w Piśmie Świętym, warto nieustannie konfrontować swój obraz Boga z tym, w jaki sposób On sam się przedstawia. A to wszystko bez sztywnych ram, w których chcielibyśmy Go zmieścić. Dobrze jest czasem wyjść poza utarty schemat. Mimo że na co dzień mówimy do Niego „Tato”, zawołajmy też do Niego „Mamo”. Nie tylko się nie obrazi, ale i ucieszy, że może nam okazać coś ze swojej matczyności. A przede wszystkim pamiętajmy, że w tym, kim jesteśmy, odbijamy Jego. Ja w swojej kobiecości, ktoś inny w swojej męskości. Zaniedbanie tych sfer w swoim życiu jest zaniedbywaniem obrazu Bożego, który jest w nas zapisany.